Nelli Artienwicz dla Scanye

Ten artykuł przeczytasz w 6 min Dr Nelli Artienwicz od 20 lat pracuje badawczo i dydaktycznie w Katedrze Rachunkowości Uniwersytetu Gdańskiego. Prowadzi zajęcia z rachunkowości, rozliczeń podatkowych i prawa podatkowego.

Po 14 latach w księgowości miała dość. Dziś dr Nelli Artienwicz uczy księgowych work-life balance 


Dr Nelli Artienwicz od 20 lat pracuje badawczo i dydaktycznie w Katedrze Rachunkowości Uniwersytetu Gdańskiego. Prowadzi zajęcia z rachunkowości, rozliczeń podatkowych i prawa podatkowego. Naukowo zajmuje się psychologicznymi aspektami pracy księgowego. Od 22 lat ma też stały kontakt z praktyką księgową. A od czterech lat prowadzi swoją firmę inspiracyjno-szkoleniową związaną z rachunkowością Art&Witch.

| Czas jest zbyt cenny na klepanie faktur – już ponad 500 polskich biur rachunkowych oszczędza go ze Scanye.
Sprawdź i sam oceń. |

Kiedy zdecydowała Pani o uruchomieniu firmy szkoleniowej?

To był długi proces decyzyjny. Szkolenia księgowe prowadziłam wcześniej przez wiele lat na zlecenie, ale tylko szkolenia z typowo twardej wiedzy księgowej. Moja firma miała zajmować się kwestiami miękkimi, szkoleniami, których nie było do tej pory na rynku, a które miały dotyczyć psychologicznych pułapek w pracy księgowego, work-life balance, czy metafor i analogii w rozumieniu rachunkowości. To tematy, które powiedziałabym, miały karmić księgowe dusze, a nie zaspokajać głód wiedzy z zakresu interpretacji przepisów i najnowszych zmian podatkowych.

Jakie kroki podjęła Pani po podjęciu decyzji o uruchomieniu własnego biznesu?

Jeszcze zanim otworzyłam firmę, uruchomiłam stronę internetową „Księgowa w Krainie Czarów” oraz fanpejdż na Facebooku. Czułam potrzebę dzielenia się z księgowymi zupełnie innym podejściem do rachunkowości – swobodnym, poza liczbami i poza przepisami. Firmę otworzyłam oficjalnie dopiero przed pierwszym zleceniem na poprowadzenie szkolenia „Zarządzanie wizerunkiem i wrażeniem w rachunkowości”. Było to na początku 2017 roku. Po dwóch latach działalności, w związku z sytuacją zdrowotną, musiałam zawiesić szkolenia stacjonarne. Wtedy wykiełkował we mnie pomysł na kurs online księgowego work life balance oraz na poszerzenie działalności online o księgowy angielski. Księgowym angielskim zajmowałam się już od czasów studiów. Mam na koncie szereg publikacji słownikowych, tłumaczeń tekstów IFAC oraz wiele szkoleń z rachunkowości korporacyjnej po angielsku, więc księgowy angielski po prostu zmienił formę z papierowo-stacjonarnej na online.

Jaki był odbiór Pani działań w środowisku księgowym?

Księgowy angielski spotkał się z bardzo dobrym odbiorem. Widać, że jest zapotrzebowanie wśród księgowych na rzetelną wiedzę z tego zakresu przekazywaną przez kogoś, kto się zna na rachunkowości, a nie tylko jest ogólnie biegły językowo. Co do części miękko-inspiracyjnej, feedback był i jest mieszany. Moją misją jest łamanie stereotypów i szablonowego myślenia u samych księgowych. A to nie jest łatwe. Staram się pokazywać, że również w naszym zawodzie jest przestrzeń na swobodę, wielowymiarowość i zbilansowane życie. I wiem, że dla niektórych to brzmi jak herezja. Ale dostaję wiadomości z podziękowaniami od wielu księgowych, którym mój styl mówienia o pracy księgowej bardzo odpowiada. I dla takich osób prowadzę mój biznes – dla księgowych o otwartych umysłach, nastawionych na rozwój, którzy mają dość rutyny księgowej i stresu związanego z podatkami. 

Co na początku biznesowej drogi sprawiło Pani trudność?

Największą trudnością sprawiło mi chyba wyjście do świata z tym, co grało mi w sercu. Bo te kilka lat temu było to bardzo dalekie i inne od szkoleń dostępnych na rynku. Mimo że ofert szkoleń miękkich oczywiście było sporo, to tych dedykowanych księgowym – wcale. I choć moi znajomi z różnych branż mówili, że to świetny pomysł, że księgowym się bardzo przyda odstresowanie i inspiracja, przebić się z ofertą do samych księgowych było trudno. Ale się udało.

Z Pani obserwacji wynika, że księgowi mają większy problem z równowagą między życiem osobistym a zawodowym, czy z językiem angielskim?

Nie wszyscy księgowi potrzebują posługiwać się językiem angielskim w swojej pracy, ale wszyscy prawdziwi księgowi potrzebują znajdować równowagę między życiem zawodowym, a osobistym. 

Co według Pani oznacza „prawdziwy księgowy”?

Prawdziwi księgowi to wykwalifikowani księgowi, świadomi zakresu obowiązków i odpowiedzialności na nich ciążących. Nie zaliczam do nich osób, które nie mając pojęcia o rachunkowości, świadczą usługi księgowe za 100 zł miesięcznie, psując rynek usług księgowych. Również osoby po kierunkach filologicznych, zatrudnione na szeregowych stanowiskach w działach AP czy AR w centrach finansowych trudno nazwać księgowymi. Te osoby również nie zdają sobie sprawy z realiów pracy księgowej. 

Prawdziwi księgowi to księgowi, którzy mają świadomość pułapek i wieloznaczności, jaką serwują nam ustawodawcy, którzy zajmują stanowiska na tyle decyzyjne, że wpływa to na ich życie, na komfort pracy i samopoczucie po pracy. Tacy księgowi mogą mieć problem w znalezieniu równowagi i nabraniu zdrowego dystansu do samej pracy. 

Jak Pani myśli, dlaczego?

Księgowi stanowią swego rodzaju bufor, a w buforze ciężko się funkcjonuje. Z jednej strony mamy przepisy i widzimisię organów podatkowych, z drugiej strony potrzeby przedsiębiorców. Zatem nacisk dopada księgowych z dwóch stron. Księgowi stale są między młotem sankcji podatkowych a kowadłem roszczeń i pretensji klientów. Do tego dochodzi specyfika pracy księgowej. Gonienie na termin, urlopy tylko po 25-tym, nawet zwolnienia lekarskie tylko po 25-tym, bo się samo nie rozliczy i nie poksięguje. Niepewność, nieokreśloność i ryzyko kar, odpowiedzialność w jakimś sensie za biznes klienta – to są trudne warunki pracy. Nie chodzi tylko o pośpiech czy fizyczną ilość pracy, ale właśnie o całą tę chybotliwą otoczkę, która wprowadza wiele nerwów i przez którą praca księgowa ma dużo większy ładunek i ciężar zaangażowania niż inne aspekty życia. 

W jaki sposób pomaga Pani rozwiązać im ten problem podczas kursu „Odetchnij, zbilansuj, zaczaruj”?

W kursie mocno pracujemy nad odstresowaniem, nabieraniem dystansu, robieniem przestrzeni w życiu oraz nad głową – to znaczy nad przekonaniami i postawą. Dopiero po takich wewnętrznych porządkach idziemy faktycznie w stronę budowania równowagi praca-życie osobiste i skupiamy się na konkretnych technikach, które są dostosowane do specyfiki działalności księgowej. Po drodze łamiemy stereotyp umęczonego księgowego i jego bohaterskiej pracy po nocach, w weekendy i kosztem rodziny.  

Czy Pani również borykała się z tym samym problemem?

Tak, ale oczywiście nie od początku mojej pracy. Jako świeżo upieczona księgowa, czułam potrzebę, a nawet wręcz misję pomagania przedsiębiorcom, wyciągania ich z podatkowych tarapatów, ułatwiania im życia, jeśli chodzi o sprawy finansowo-księgowe. Mocno się angażowałam, pracowałam do późna, bo była cisza, spokój i nikt nie dzwonił i nie przeszkadzał. Wieczorami mój umysł galopował i gdy już prawie zasypiałam, wpadał na rozwiązania optymalizacyjne czy nowe schematy księgowania albo przypominał sobie, że przecież gdzieś tam mogłam popełnić błąd. 

Przez pierwsze lata pracy to wręcz dawało mi radość i spełnienie zawodowe. Ale z czasem, zrobiło się męczące. Z wiekiem organizm też daje znać o sobie, gdy nie jest w stanie już tyle w pracy wysiedzieć. Zmienia się perspektywa, wkrada rutyna, kolejne zmiany do zmian podatkowych przestają stanowić ciekawe wyzwanie, a robią się nużące. Po około 14 latach pracy zawodowej zaczęłam czuć, że mam dość. Ale też nie umiałam tak łatwo odkryć, co było na rzeczy. Bo jeśli ktoś by mnie się wtedy spytał, czy mam w swoim życiu work-life balance, to bym z uporem maniaka twierdziła, że mam. Medytowałam, ćwiczyłam jogę, jeździłam na warsztaty, odosobnienia, zdobyłam nawet w tym zakresie kwalifikacje nauczycielskie, więc tego co relaksuje było sporo w moim życiu. Miałam rodzinę, przyjaciół, miałam swoje życie poza rachunkowością. Miałam pozorną równowagę.

Czego nie brałam pod uwagę? Że w moim życiu było dużo zajęć, że pracowałam zawsze bardzo szybko i na najwyższych obrotach, żeby się ze wszystkim wyrobić i mieć czas dla siebie, ale też przez to się zajeżdżałam. Dopiero w momencie, kiedy naprawdę poczułam się znudzona dosłownie wszystkim – pracą na uczelni, pracą księgową, pracą szkoleniową, pisaniem, w zasadzie pracą każdego rodzaju – zrozumiałam, że zaliczam na własne życzenie jakąś formę kryzysu zawodowego. 

Proszę powiedzieć, jak Pani sobie z nim poradziła?

Po pierwsze musiałam sobie to dogłębnie uświadomić, zobaczyć różne mechanizmy stojące za tym, że tak, a nie inaczej, żyłam czy pracowałam. Potem przyszła kolej na zmiany. Bardzo stopniowo, rozważnie, krok za krokiem. Zmniejszyłam zakres swojej pracy, ucięłam kontakt z toksycznymi klientami, zaczęłam mocniej wprowadzać systemowe działania i optymalizacje, zrezygnowałam z wielu zleceń i ze stoickim spokojem przestałam nawet ratować z tarapatów znajomych, którzy co rusz, jak to znajomi, mają jakiś podatkowy problem. Teraz jak ktoś ma jakiś problem albo pojawia się na horyzoncie potencjalny nowy klient – odsyłam dalej, do znajomych księgowych, którzy akurat potrzebują dodatkowej pracy. 

W końcu odnalazłam na nowo swoją drogę środka, na kompletnie innych zasadach. Ale co najważniejsze – utrzymałam ją, czasem z niewielkimi wahnięciami, ale trzymam ją nadal. Bo nietrudno jest odkryć tę równowagę, ale dużo trudniej na co dzień ją utrzymać. Mijają tygodnie, miesiące i trzeba świadomie dbać o to, by nie iść z nurtem chaosu, tylko pozwolić sobie na to, by być trochę z boku tego wyścigu. Bo na co dzień ścigamy się z czasem, ścigamy z potrzebami klientów, prześcigujemy się sami ze swoimi możliwościami w ogarnianiu nowelizacji przepisów czy dobieraniu nowych zleceń i nowej porcji dokumentów i problemów kolejnego klienta. Trzeba świadomie i zdecydowanie mówić stop. I każdy musi sam dojść do tego, gdzie jego czy jej stop się znajduje.  

Na pani stronie internetowej przeczytałem: „Księgowy to nie zawód, to charakter”. Co Pani przez to rozumie?

Każdy wolny zawód, w tym również zawód księgowego i biegłego rewidenta, wiąże się z określonymi, specyficznymi kwalifikacjami, warunkami pracy i tym jak otoczenie na to reaguje. Zawód księgowego jest jednym z zawodów zaufania publicznego. Z tego właśnie bierze się księgowy charakter, na który składają się: odpowiedzialność, potrzeba aktualizowania wiedzy, analityczny umysł, samodzielność myślenia, wytrwałość i dobra organizacja. 

Jakie jeszcze cechy powinien posiadać dobry księgowy?

Integralność wewnętrzną, elastyczność i otwartość na nowe nietypowe rozwiązania, oraz na pewno asertywność, która jest niezbędna do jasnego stawiania granic i komunikowania tego otoczeniu. 

W jaki sposób Pani radzi sobie ze stresem i wypoczywa po ciężkim dniu pracy?

Mam dystans do siebie i do świata, dzięki temu w wielu sytuacjach zawodowych, potencjalnie stresowych, nie odczuwam dyskomfortu. Jak się nawet pojawia, to pytam siebie „no i co najgorszego mogłoby się stać” i wychodzi, że niewiele i że to w skali całego życia naprawdę niewielkie ma znaczenie. Co do odpoczynku, najlepszy reset daje mi kontakt z przyrodą, joga i taniec. Jak chcę się oderwać od spraw zawodowych, wyłączam komputer, telefon i idę do lasu albo medytuję, ćwiczę jogę, gram w planszówki z rodziną, maluję, wstaję rano na wschód słońca nad zatoką albo jadę na zachód słońca nad pełne morze. Wiem dokładnie, co mnie cieszy, co podnosi mój nastrój i dbam o to, by te aktywności były obecne w moim życiu. 

Co Pani radzi właścicielom biur rachunkowych, którzy czują się wypaleni?

Stan wypalenia to trochę tak jak leżenie na OIOM-ie. Za późno na jakieś ogólne rady. Środki zaradcze można i trzeba wprowadzać, zanim jeszcze dopadnie nas całkowity kryzys. Przede wszystkim polecam zacząć od kontaktu z samym sobą – od sięgnięcia do swoich wartości, by zobaczyć, jak daleko się od nich oddryfowało. Dopiero kolejnym krokiem, na bazie tych wartości, jest stopniowa reorganizacja pracy i życia. Oprócz tego, bardzo ważne jest, by nie zaogniać sytuacji samodołowaniem się. Stan emocjonalny przekłada się na bieżące funkcjonowanie, na zapamiętywanie i interpretację zdarzeń. Dobrych emocji i dobrego nastawienia trzeba pilnować tak, jak się pilnuje poprawności ksiąg i rozliczeń klientów. Uważne dbanie o siebie, każdego dnia, akceptacja dla swoich potrzeb i większy dystans do świata wprowadzają przestrzeń niezbędną dla odzyskiwania równowagi.

| Czas jest zbyt cenny na klepanie faktur – już ponad 500 polskich biur rachunkowych oszczędza go ze Scanye.
Sprawdź i sam oceń. |

Najnowsze artykuły